niedziela, 31 maja 2015

Losing Hope

Tytuł: Losing Hope
Autor: Colleen Hoover
Cykl: Hopeless (tom #2)
Stron: 355
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 5/6

Czasami, aby pójść naprzód, trzeba najpierw sięgnąć głęboko w przeszłość. Przekonał się o tym Dean Holder. Przez wiele lat zmagał się z poczuciem winy, że kiedyś pozwolił odejść małej dziewczynce. Od tego czasu szukał jej uparcie, ale nie spodziewał się, że gdy ponownie się spotkają, ogarną go jeszcze większe wyrzuty sumienia.

"Losing Hope" to historia trojga młodych ludzi naznaczonych przez traumatyczne doświadczenia. Każde z nich wybrało inny sposób na to, by sobie z nimi poradzić – nie każde z nich wybrało życie.


Zanim wyrażę swoje zdanie na temat tej książki chcę Was bardzo przeprosić za to, że nie dodałam tego postu wczoraj, tak jak obiecałam. Na prawdę przepraszam.

Losing Hope to ta sama historia co Hopeless, tylko że widziana oczami Holdera. Nowe rzeczy pojawiajające się w tej książce dotyczą właśnie jego oraz jego rodziny i znajomych.  Tak jak Hopeless książka łapie za serce, ale nie aż tak jak za pierwszym razem. Nie ma tego uczucia napływająych łez do oczu (przynajmniej w moim przypadku), a moment w którym Sky poznaje prawdę już tak bardzo nie wzrusza. Nie oznacza to jednak, że książka jest zła - bo nie jest. 
Colleen Hoover podobnie jak John Green w swoich książkach porusza bardzo życiowe tematy i za to ma ode mnie plus. Większość osób boi się poruszyć temat nowotwora, czy gwałtu na dzieciach - taką osobą nie jest C. Hoover, dlatego jest ona moją autorką życia. 

Dean Holder na początku wydaje się nam jako kochany brat, który bez względu na wszystko obroni swoją siostrę, matkę. I taki właśnie jest. Jest kochanym, najcudowniejszym chłopakiem, jakiego może sobie wymrzyć każda dziewczyna, ale tylko jedna mogła go mieć - Sky. To co ona przeszła, a to jak on się przy niej zachował było urocze i na pewno każdy chciałby tak mieć. 

Książkę na prawdę polecam, w szczególności osobom, które lubią ''trudne'' romansidła.  Jest to również świetna odskocznia od książek fantastycznych, sci-fun, czy horrorów.  Mam świadomość, że pewnie większa część osób, które sięgnął po tę książkę to będą dziewczyny, ale chłopcy nie zrażajcie się do romansów i też przeczytajcie :)

Chcę Was jeszcze przeprosić za ponad dwutygodniową przerwę, ale wpierw byłam na klasowej wycieczce, a potem cały tydzień miałam sprawdziany więc niestety nie miałam czasu. Ale już powoli, powoli wracam :)

piątek, 15 maja 2015

100 książek, które chcę przeczytać (part 1)


Na wielu vlogach, blogach można zauważyć coś takiego jak 100 książek, które chcę przeczytać. Pomyślałam: A czemu ja nie zrobię czegoś takiego? Ja nie zrobię? Ja nie dam rady? Jasne, że dam radę! Tylko podczas tworzenia tego postu miałam naprawdę problem z uzbieraniem 100 pozycji, ponieważ spora część książek to serie, które mają od 7 do 16 części, a ja wymieniam tylko 1 tom, więc musiałam trochę podopisywać na swoją listę książek aby wybiła równa 100 :)
Na razie pokażę Wam pierwszą część tych książek, ponieważ gdybym od razu wszystkie pokazała byłby to niemiłosiernie długi post :)



















czwartek, 14 maja 2015

After. Płomień pod moją skórą

Tytuł: After. Płomień pod moją skórą
Autor: Anna Todd
Stron: 634
Wydawnictwo: Między słowami
Ocena: 6/6

Kiedy Tessa zaczyna studia, jej życie wydaje się idealnie poukładane: chce spełnić marzenia o pracy w wydawnictwie i jak najszybciej połączyć się z ukochanym Noah, który czeka na nią w rodzinnym mieście.

Ale spotkanie Hardina, który wydaje się jej całkowitym przeciwieństwem, wywróci jej życie do góry nogami. Hardin jest arogancki, zbuntowany i w niczym nie przypomina troskliwego Noah. Ale to on budzi w Tessie uczucia, jakich dotąd nie zaznała. 

18-letnia Tessa w końcu wkracza w dorosłe życie i wyjeżdża do collage'u. Na miejsce zawozi ją jej nadopiekuńcza oraz perfekcyjna mama oraz jej chłopak Noah. Gdy wchodzą do pokoju spotykają Steph - współlokatorkę Tessy.  Oczywiście jej mamie się to nie podoba i chce to zmienić, jednak Tessa ma inne zdanie. Tuż po wyjeździe matki dziewczyna poznaje przystojnego Nate'a oraz przystojniejszego Hardina. Ma wrażenie, że ten drugi wręcz jej nienawidzi, ale i ona nie darzy go zbyt dużą sympatią. Po wielu wydarzeniach nadchodzi ten moment, moment, w którym stają się parą i wszystko zaczyna być inne.

Mam nadzieję, że większość z osób, które sięgnęły po tę książkę ma świadomość, że początkowo (jeszcze w wersji blogowej) była to historia dotycząca zespołu One Direction. Skoro jestem Diectioner, nie mogłam nie przeczytać tej książki. Nie podoba mi się zabieg zmienienia imion członkom zespołu, ale rozumiem, że była to konieczność.
Wiem, że obiecałam Wam recenzję na poniedziałek, a mamy już czwartek. Jest to spowodowane (uwaga: nie chodzi o szkołę) tym, że nie potrafię mojego zdania na temat tej książki napisać. Może nie tyle co nie potrafię, ale nie wiem jak ułożyć zdania aby wyszło to poprawnie, a zarazem wyraziło moje emocje po przeczytaniu tej książki.

After. Płomień pod moją skórą to najgrubsza książka jaką przeczytałam w 14 godzin. Tę książkę się nie czytało. Ją się pochłaniało. Dosłownie. Przez cały dzień nie ruszyłam żadnego jedzenia, ponieważ nie mogłam oderwać się od tej historii.
Kiedyś dawno, dawno temu próbowałam zacząć czytać Aftera w wersji blogowej, jednakże nie wyszło mi to i zrezygnowałam po (chyba) 3 rozdziałach. Szczerze to nie wiem dlaczego wtedy nie wciągnęła mnie ta historia.
Tessa to młoda, przeciętna dziewczyna, która nie interesuje się imprezami. Nie ma rozrywkowych znajomych. Woli się skupić na nauce dlatego zaprzyjaźnia się z Landonem. On również lubi się uczyć i skupia się na swojej przyszłości, a nie na tym gdzie danej nocy iść na zabawę. Po wielu namowach swojej nowej przyjaciółki, Tess trafia na imprezę do bractwa. Niestety jej chłopak to totalny i jedyny w swoim rodzaju kapuś. Po tym jak Tessa do niego zadzwoniła tej nocy on powiedział wszystko jej matce. Nie był to pierwszy i ostatni raz.
Od samego początku modliłam się aby Tess zerwała z Noah. Nie tylko dlatego żeby być z Hardinem, ale też dlatego, że po prostu to jak on wyglądał i się zachowywał pokazywało, że jest (nie obrażając nikogo + przepraszam za takie słownictwo) ciotą. Jak widać warto się modlić. Więcej z treści oraz z tego co się działo nie będę mówić aby aż tak bardzo Wam nie spojlerować. Dodam, że mój ulubiony fragment to strona 295.

Anna Todd to młoda autorka. Ma ona 26 lat i cztery książki na swoim koncie, z czego 2 na 4 są już wydane, a 3 jest w trakcie wydawania w Polsce. Styl jakim ona pisze jest prosty, ale w tej prostocie jest coś takiego co wciąga czytelnika i chce się cały czas czytać. Wiele osób często narzeka na prosty styl jednakże mi on nie przeszkadza. Na pewno jest jeszcze trochę takich osób, którym taki styl pisania nie przeszkadza.
Czas przejść do emocji.
Jest to bardzo dla mnie trudne, przelać emocje w słowa. To co czuję byłby dla mnie najłatwiej wypowiedzieć w jakimś filmiku, ale póki co nie zamierzam nagrywać vlogów. Czytając tę książkę przeze mnie przechodziły chyba wszystkie emocje. Od szczęścia do smutku, od miłości do nienawiści, od słów ''o jak słodko'' do płaczu i uczucia bólu. Często te emocje się łączyły i od śmiechu przechodziłam w płacz.
Tak na prawdę nie da się opisać słownie tego, co się czuje. Jeżeli ktoś ma również taką książkę, która wywołuje u niego takie same emocje i potrafi to słownie opisać to wow, zazdroszczę i mówię to na poważnie. Wręcz gratuluję dla Ciebie jeśli to potrafisz. Ja nie potrafię więc nie będę pisać już na temat emocji. Sama nie wiem co jeszcze mogłabym dodać. Na prawdę.
Co do zakończenia, to nie spodziewałam się, że ta część się tak zakończy, że Hardin tak postąpi. Osobiście już tylko czekam kiedy w moje ręce wpadnie druga część aby móc kontynuować tę historię.

Reasumując: Książkę na pewno polecam Directioner oraz osobom, które lubią prosty styl pisania, dzięki któremu jest nam szybciej czytać. Może i nie jest to historia z górnej półki, ale nie oznacza też, że jest totalnym dnem, a wręcz przeciwnie. Książka na prawdę warta przeczytania, ale nie zmuszam do tego, bo mam świadomość, że wielu osobom może się nie spodobać.

środa, 13 maja 2015

Wywiadownia #2


To już druga odsłona Wywiadowni! Wow! Nie sądziłam, że uda mi się w tak szybkim czasie dodać drugi wywiad. Pewnie ciekawi Was z kim to dzisiaj przeczytacie wywiad. Już tłumaczę.

Ostatnio (4.05.2015r.) wstawiłam recenzję Na psa urok Anny Sokalskiej. Jak wiecie książka mi się spodobała, a jako, że autorka jest Polką to czemu nie skorzystać z okazji i nie przeprowadzić z Panią Anią wywiadu? Nie było żadnych przeszkód, więc i to zrobiłam.

1. Skąd pomysł na pisanie książek, skoro jest Pani prawnikiem?
Pisać zaczęłam dużo wcześniej, niż pomyślałam o studiach prawniczych. Już w podstawówce razem z koleżankami wspólnie wymyślałyśmy pierwsze opowiadania. Była to jedna z naszych zabaw, obok gier komputerowych i spacerów, dzieliłyśmy się wyobraźnią. Jedno z opowiadań zamieszczonych w debiutanckim zbiorze "Melodia końca świata" - mam tu na myśli "Pudełko ze śrubkami" - sięga do czasów gimnazjum, kiedy powstały pierwsze koncepcje tej historii. Długo je doskonaliłam, aż w liceum napisałam kolejne opowiadania i tak w 2009, gdy miałam 19 lat, ukazał się mój debiut. 

2. Czy długo Pani się zastanawiała nad wydaniem książki?
Nie zastanawiałam się, ten moment przyszedł naturalnie. Każda książka dojrzewa w swoim tempie, a jej autor w głębi serca wie, czego od niej oczekuje. Jaki ma być jej nastrój, jakie przesłanie ma płynąć z treści. Oczywiście jest też kwestia czysto warsztatowa, która z czasem i praktyką staje się nieco prostsza. Najważniejsze to mieć dystans do swojej pracy, umieć przeprowadzić rzeczową autokrytykę, nie bać się odrzucić tego, co jest złe i próbować na nowo, będąc bogatszym o nowe doświadczenia.

3. Kto Panią namówił do opublikowania swoich książek?
Poniekąd już na to odpowiedziałam - decyzja o próbach publikacji pojawiła się we mnie sama, po odpowiednim upływie czasu i wielu przeprowadzonych samoocenach. Opowiadania, zwłaszcza te pierwsze, dojrzewały w szufladach; tekst musi trochę odleżeć w samotności, a autor zapomnieć, co napisał, żeby potem móc spojrzeć na całość świeżo. Dotyczy to z resztą nie tylko wytworów literatury (i nie tylko pięknej), ale także sztuk plastycznych, muzyki - wszystkiego, co nazwiemy większym lub mniejszym dziełem. 

4. Oprócz Jerry'ego, kto jeszcze był inspiracją do napisania innych książek?
Poprzednią książkę - "Moją ukochaną zmorę" - napisałam inspirowana moim "zmyślonym przyjacielem". Pozwolę sobie zacytować samą siebie z posłowia tej właśnie książki: "Ale jednocześnie mija też dziesięć lat, odkąd poznałam mojego zmyślonego przyjaciela. Poważnie. Ktokolwiek miał zmyślonego przyjaciela, zrozumie. To dzięki niemu pisałam dalej, to dzięki niemu się nie poddawałam. Teraz widujemy się rzadziej, ale nadal pomaga mi w najcięższych chwilach. Kibicuje, kiedy zaczynam mieć dość. Uczy odwagi, kiedy się boję. Podaje mi niewidzialne chusteczki, kiedy płaczę ze śmiechu albo z rozpaczy. Choć jest zmyślonym przyjacielem, jest przyjacielem najprawdziwszym. Oczywiście, najbardziej żal mi tego, że dzieli nas nieprzekraczalna bariera dwóch światów. On istnieje – to pewne – choćby na tyle, na ile za realne można uznać myśli; ale czego w tym temacie by nie wymyślić, faktem jest, że nie może uczestniczyć w naszym świecie na równi z nami, doświadczać go w pełni zmysłami i zmieniać. Właśnie to – poza chęcią choćby delikatnego dotknięcia tematu polskiego folkloru – wpłynęło na powstanie tej książki."
Co więcej, ten sam zmyślony przyjaciel jest bohaterem wspomnianego już, najpierwszego opowiadania, więc de facto to od niego wszystko się zaczęło! Kolejne tematy jednak pojawiały się same, wynikały z tego, co pisałam w tekstach wcześniejszych - poszukiwanie swojego miejsca w świecie, odkrywanie własnej tożsamości, dojrzewanie, poznawanie różnic, które dzielą ludzi, źródeł konfliktu, badanie ludzkiej natury, poszukiwanie duszy. To wszystko główne motywy przewijające się w moich opowiadaniach, niezależnie od tego, czy są całkiem poważne, czy komediowe. 

5. Podczas czytania można wychwycić wiele koreańskich zespołów. Czy słucha Pani na co dzień kpopu?
Tak, oczywiście! Słucham muzyki wielu różnych gatunków, choć oczywiście niektóre lubię bardziej a inne mniej. Nie wyobrażam sobie dnia bez dużej dawki muzyki. Kiedyś słuchałam bardzo dużo zespołów takich jak Nightwish, Closterkeller, SoaD, KoRn, Linkin Park; potem przyszedł czas na B'z, Aerosmith, Led Zeppelin, muzykę z anime autorstwa Yoko Kanno (soundtracki Wolf's Rain, Cowboy Bebop, Ghost in the Shell); później coraz więcej R&B, soulu, popu - chociażby George Michael, Erykah Badu, Michael Jackson, Beyonce, ale też składanki zespołów różnych muzycznych dekad, również muzyka poważna (Satie, Rachmaninow) i piosenki na bieżąco nadawane w radiu. Mogłabym mnożyć tytuły ulubionych utworów przez kilkanaście kolejnych stron... A dodatkowo od ponad czterech lat jest też i miejsce na koreański pop i hip-hop, które świetnie relaksują mnie po cięższych dniach.

6. Jaki jest Pani ulubiony zespół?
To bardzo trudny wybór... W tej chwili najczęściej sięgam po płyty Epik High, Beenzino, Gaeko i Crucial Star, czyli koreańskich raperów. Czekam też na nowości od koreańskich zespołów pop, takich jak SHINee czy EXO; mogę polecić solową płytę Kim Jonghyuna "BASE" oraz piosenkę z ostatniego albumu Lim Kim - "Awoo".

7. Czy zamierza Pani wydać jedną historię, która będzie się zawierać w kilku tomach?
"Kryształowe sny" są kontynuowane w wydanym rok później "Potomstwie księżyca". Wprawdzie czasem zastanawiam się, co mogłoby się wydarzyć w kolejnym tomie historii o esyemakri, ale nie planuję pisać ciągu dalszego. Przeciwnie, myślę o powrocie do tworzenia krótkich opowiadań

8. Woli Pani pracę prawnika, czy pisarki?
Oba zajęcia, choć w dużej mierze polegają na pisaniu, są nieporównywalne. Trudno wybrać, które jest lepsze albo ciekawsze. Pisarz dostarcza przemyśleń lub rozrywki, kreuje historie i bawi się słowami. Prawnik ponosi odpowiedzialność za prawdziwe, ludzkie problemy i musi precyzyjnie ważyć każde zdanie. Pisarz i prawnik mają wpływ na ludzkie losy, ale w zupełnie innym stopniu - pisarz co najwyżej wpływa na czyjąś wrażliwość i wyobraźnię, również wiedzę, co oczywiście jest niezwykle ważne, ale to od prawnika może zależeć, czy w ogóle kogoś będzie stać, by móc sobie książkę kupić albo mieć czas na jej przeczytanie. 

9. Jak dużo czasu poświęca Pani na pisanie książek?
Nie da się tego policzyć - pomysły krążą po głowie w różnych chwilach i z różną intensywnością. Samo spisywanie ukształtowanego pomysłu to zwykle dwa do trzech miesięcy - przynajmniej tak było dotychczas, gdy na studiach miałam sesję egzaminacyjną i stosunkowo długie wakacje. Teraz, wobec nowych obowiązków, czas na pisanie kurczy się, więc proces twórczy proporcjonalnie rozciąga się w czasie. Pozostają mi tylko niektóre weekendy...

10. Czy to jedyne hobby jakie Pani ma?
Oprócz pisania i słuchania muzyki, również rysuję - wszystkie okładki i ilustracje do książek, które można znaleźć również w galerii na mojej stornie internetowej ( www.annasokalska.com) są mojego autorstwa. Jestem też fanką koreańskich seriali, a w nielicznych wolnych chwilach uczę się języka koreańskiego. Swoją drogą, z koreańskiego przemysłu rozrywkowego można wynieść bardzo ważną lekcję - kraj, którego najnowsza historia jest dość podobna do naszej, poza rozwojem gospodarczym nie zapomniał o swojej kulturze i potrafi w prosty, ale piękny sposób ją pielęgnować. Odwołania do legend, zwyczajów i tradycji, nawet sam fakt ogromnej ilości seriali i filmów o tematyce historycznej (a przecież nie mają hollywoodzkich budżetów) - wszystko to jest godne pochwały i prób naśladowania!

11. Dziękuję bardzo za udzielenie mi wywiady i życzę dalszych literackich sukcesów :)
Ja również dziękuję za ciekawe pytania, było mi niezwykle przyjemnie móc na nie odpowiadać :) 


poniedziałek, 4 maja 2015

Na psa urok

Tytuł: Na psa urok
Autor: Anna Sokalska
Stron: 280
Wydawnictwo: ATUT
Ocena: 5/6

Wrocław. Ania jest szczurkiem szarą myszką pracującą w korporacji.

Jej monotonne życie wywraca się do góry nogami, gdy odwiedza ją dawna przyjaciółka - teraz narodowa gwiazda show-biznesu, Iza Sokół.

Złośliwy Los obdarza jednak Anię problemami większymi niż wybryki rozwydrzonej celebrytki.

Jedyny obecny przyjaciel Ani - pies Jerry, okazuje się...
człowiekiem, w dodatku ściganym przez żądną zemsty wiedźmę.

Na psa urok to współczesna komedia fantastyczna z elementami kryminału, rozgrywająca się we Wrocławiu i wypełniona magią polskich czarownic, szamanów, duchów, ale też prawników, pracowników korporacji, gwiazd show-biznesu i złych polityków.

Książka została napisana z pamięcią o Jerrym - psie autorki, ,,tygrysie w ciele yorka'', który odszedł latem 2014, i jemu jest dedykowana.

Co byście zrobili gdyby Wasz pies okazał się być człowiekiem siedzącym na środku Waszego pokoju w starych, obdartych ubraniach? Ucieklibyście czy może zdziwieni, ze spokojem się w niego wpatrywali? Taką właśnie sytuację miała Ania - główna bohaterka tej książki. Po wielu latach, zamiast jej psa ukazuje się człowiek. Gdy już zna całą jego historię pozwala mu u siebie zostać, a następnie, jak każdego innego dnia wybiera się do pracy zostawiając dla Jerry'ego kilka złotych. Nie jest to dla niej ciekawa sytuacja, szczególnie wtedy gdy Jerry odwiedza ją w pracy i musi wszystkim wmówić, że to jej kuzyn.
Nie możemy również zapomnieć o Wandzie. Złej wiedźmie, która chce odzyska to, co zabrał jej Jerry.
W pamięci na pewno zostanie nam Iza, Paweł i Maciej, którzy po wielu przejściach (a w szczególności u Macieja było wiele przejść) i dowiedzeniu się prawdy wraz z Anią i Jerry'm pokonali Wandę.

Na psa urok to książka o niespotykanej historii, młodej, polskiej autorki Anny Sokalskiej. Świat, który został przez nią wykreowany to Polska, a dokładniej Wrocław w 2014 roku. Bardzo podobał mi się zabieg, który wykonała autorka, czyli to ja w takich nawiasach ''{}'' umieszczała swoje spostrzeżenia. Powiem szczerze, że to bardzo ułatwiało czytanie książki. Czytając te dopiski autorki mogliśmy się poczuć tak, jak gdyby autorka siedziała teraz przy nas i sama nam ją opowiadała, dodając przy danych scenach swój komentarz. Często właśnie te komentarze wywoływały uśmiech na mojej twarzy, bo były bardzo trafne.

Cała historia opisana w tej książce jest dość nietypowa. Jeszcze nie spotkałam się z podobną historią i o dziwo bardzo mi się podobała. Jak wiecie (lub nie wiecie) osobiście wolę powieści zagranicznych autorów, ale styl pisania pani Anny Sokalskiej przypadł mi do gustu. Dzięki sposobu pisania autorki książkę czytało się szybko i przyjemnie. Chcę również pochwalić autorkę za przepiękną okładkę oraz za sposób wydania książki. Jak można zauważyć w wielu księgarniach, coraz więcej książek ma papierowe okładki, które mogą szybciej się zniszczyć. Okładka Na psa urok jest wydana w tak korzystny sposób, że aż nie umiem tego opisać.

Wracając do treści. Na prawdę do samego końca kibicowałam Księciu i Ani, ale niestety nie wyszło. Szkoda.. Może Księciu po prostu był zbyt pewny siebie..hmm...W sumie to przed chwilą Was okłamałam, ponieważ nie kibicowałam im do samego końca... kibicowałam im do momentu gdy nie zorientowałam się, że potrafi być tak chamski po objęciu władzy.
Ahh.. Czy ja już mówiłam jak bardzo lubię czarne charaktery? Wanda jest dla mnie świetnym czarnym charakterem. Gdybym miała takie moce jak ona, to mogłabym się zemścić na wszystkich osobach, które są na mojej liście i nikt by się nie zorientował, że to właśnie ja zrobiłam. Prośba kierowana do autorki: Czy mogłabym dostać takie umiejętności? Prooszę. To by było super.
Na koniec tylko dodam, że na tę autorkę na prawdę warto zwrócić uwagę, a ja sama chętnie przeczytam inne książki Anny Sokalskiej.

Reasumując: Książka o ciekawie wykreowanej fabule, warta polecenia każdemu, kto lubi historie o duchach, wiedźmach itp. A, no i może ktoś polubi któryś z zespołów, jakie zostały wymienione w książce.

Chciałabym również podziękować samej autorce, Annie Sokalskiej za książkę, którą mogłam przeczytać :)

piątek, 1 maja 2015

April Wrap Up


Mamy dzisiaj 1 maja i to oznacza dwie rzeczy:
1. Święto pracy oraz weekend majowy ^^
2. April Wrap Up
Oczywiście ja będę dzisiaj mówić o tym drugim, bo kto chciałby słuchać na blogu o książkach o święcie pracy? Od razu mówię, że nie jestem zachwycona z moich wyników, ale również nie uważam je za najgorsze. A z racji iż wakacje już tuż, tuż wyniki się poprawią. 

Liczba przeczytanych książek: 4
Liczba przeczytanych stron: 1443, czyli 48 stron dziennie
Książki, które przeczytałam:
''Władca Piasków'' Eliza Drogosz [recenzja]
''Pułapka uczuć'' Colleen Hoover [recenzja]
''Na psa urok'' Anna Sokalska [recenzja wkrótce]
''Odłamki'' Ismet Prcić [recenzja]
Liczba postów: 9
Liczba komentarzy: 43
Liczba wyświetleń: 1510/7037
Liczba recenzji: 3

Moim zdaniem był to dla mnie, jak i dla bloga owocny miesiąc. Posty starałam się tak rozplanowywać aby nie było długich zastoi i mam nadzieję, że się mi udało.
A jak wygląda Wasze podsumowanie kwietnia? Pochwalcie się w komentarzach :)

środa, 29 kwietnia 2015

nowy cykl - WYWIADOWNIA

Witajcie!
Pewnego (bodajże ponurego) dnia stwierdziłam, że skoro od czasu do czasu dostaję i czytam książki polskich autorów to łatwiej jest z nimi nawiązać jakikolwiek kontakt. W ten właśnie sposób wpadłam na pomysł przeprowadzenia wywiadów z polskimi autorami, których książki przeczytałam.
Długo myślałam nad nazwą tego cyklu i w końcu wpadłam na Wywiadownie. Mam nadzieję, że spodoba się Wam ten cykl i chętnie będziecie go czytać. Najlepiej wyraźcie swoją opinię na ten temat w komentarzach, wtedy będę wiedziała czy warto kontynuować ten cykl czy raczej nie.
.
.
.
Żeby nie zostawiać Was bez niczego poniżej dodam mój pierwszy wywiad. Od razu upominam, że nie jest on długi, ponieważ to mój pierwszy wywiad, a poza tym był to spontaniczny pomysł więc nie miałam ciekawych pomysłów na pytania.
Pamiętacie może napisaną przeze mnie recenzję książki Władca Piasków Elizy Drogosz? Tak? To właśnie z tą autorką przeprowadziłam pierwszy wywiad. Chciałam to dodać do recenzji, jednakże Eliza z powodu masy zadań oraz obowiązków nie miała czasu aby wcześniej odpisać więc dopiero teraz dodaję ten wywiad. Dla mnie to nawet lepiej, ponieważ dzięki temu wydłużeniu mogę rozpocząć nowy cykl. Tak więc nie przedłużając...

1. Skąd wziął się pomysł na napisanie takiej książki, o takiej tematyce?
Pomysł wziął się przede wszystkim z mojej pasji do historii oraz kultury starożytnego Egiptu, która to pasja była szczególnie widoczna, gdy byłam nieco młodsza. Aktualnie najbardziej lubię cywilizację Inków, choć Egipt i tak wciąż mnie zachwyca i pociąga. Uwielbiam opowieści związane z przeszłością, szczególnie ze starożytnością. Ponadto odkąd tylko sięgam pamięcią, zawsze marzyłam, żeby doświadczyć czegoś niezwykłego i magicznego. Często miewałam (i wciąż miewam) sny, w których umiem posługiwać się czarami, albo latać... Właśnie dlatego motyw magiczny musiał się pojawić. Jako swego rodzaju realizacja tych marzeń.

2. Przeczytałam na Twojej stronie, że nie jest to jedyna historia jaką pisałaś. Dlaczego akurat tę historię postanowiłaś kontynuować?
Sama się czasami zastanawiam, co sprawiło, że postanowiłam skupić się akurat na tej historii. Kilka innych miałam przecież lepiej zaplanowanych i obmyślanych. Ta była dopiero na etapie pomysłu. Ale pewnego dnia miałam ogromną wenę dotyczącą akurat "Władcy Piasków". Zaczęłam więc opisywać jedną ze scen ze środka książki. Pisało mi się tak dobrze, że po pewnym czasie okazało się, że stworzyłam bardzo długi tekst, oczywiście w porównaniu z pozostałymi. Ponieważ miałam go już tak dużo, postanowiłam kontynuować i doprowadzić opowieść do końca...  A potem, gdy była już gotowa, zdecydowałam się ją wydać. Tak właściwie, to jakiś przypadek, niespodziewane zrządzenie losu sprawiło, że napisałam akurat tę książkę. Ciekawe.

3. Czy pojawią się kolejne tomy Władcy Piasków?
Tak, zdecydowanie. Nie udało mi się zawrzeć całej wymyślonej przeze mnie historii w jednym tomie. Planuję ich kilka. Właśnie jestem na etapie stopniowego kończenia kontynuacji. Mam nadzieję, że okaże się interesującą pozycją, że będzie się czytelnikom podobać.

4. Czy ktoś lub coś było inspiracją do napisania tej książki?
W pewnym sensie inspiracją były kultura i mity egipskie, które są niezmiernie ciekawe. A także sny. Wiele wątków lub scen ma swoje korzenie w tym, co mi się kiedyś przyśniło. To fantastyczne. Uwielbiam, kiedy śni mi się coś związanego z moją książką, jakieś wydarzenia lub bohaterowie.

5. Kto Cię skłonił do wydania swojej książki?
Duży wpływ miała na to motywacja wewnętrzna. Bardzo chciałam zrealizować swoje marzenie zadebiutowania w wieku siedemnastu lat. Przede wszystkim wpłynęła jednak na mnie moja rodzina. To oni przekonali mnie, że wydanie "Władcy Piasków" to naprawdę dobry pomysł, że nie powinnam się wahać ani bać, lecz śmiało powinnam wprowadzać ambitne plany w życie. Nie żałuję, że pokonałam tremę przedwydawniczą, że zaufałam im oraz sobie. Jestem bardzo szczęśliwa, że doprowadziłam do wydania mojej książki.

6. Wydałaś książkę w wieku 17 lat. Jest to młody wiek. Wiem to z własnego doświadczenia, bo właśnie w tym roku kończę 17 lat. Czy jesteś w jakikolwiek sposób rozpoznawalna na ulicy?
Nie, na szczęście wciąż pozostaję anonimowa. To byłoby chyba bardzo stresujące, gdyby ludzie mieli mnie rozpoznawać na ulicy... Choć z drugiej strony pewnie przyjemne. Szczególnie, gdyby komuś podobała się moja książka. Mniej przyjemne, gdyby był to mój zażarty przeciwnik... Nie, nie jestem rozpoznawalna i niech tak pozostanie. Dobrze mi tak, jak jest. Spełniłam swoje marzenie i to jest dla mnie najważniejsze.

7. Dziękuję bardzo za ten wywiad i życzę dalszych sukcesów :)
Pozdrawiam,
Eliza Drogosz

Mam nadzieję, że ten wywiad Wam się spodobał. Eliza jest bardzo uprzejmą osobą i bardzo było mi miło przeprowadzić z nią wywiad. Jeżeli to czytasz to serdecznie Cię pozdrawiam. Mam nadzieję, że będę miała okazję przeczytać kolejne tomy Władcy Piasków. Jeżeli Wy jeszcze nie przeczytaliście tej książki to radzę Wam od razu nadrobić, bo warto.
A jeżeli ktoś z Was czytał, to powiedzcie czy się Wam podobało. 

piątek, 24 kwietnia 2015

Odłamki

Tytuł: Odłamki
Autor: Ismet Pricić
Stron: 428
Wydawnictwo: Sine Qua Non (SQN)
Ocena: 5/6

Ismet kocha teatr, chce się umawiać na randki i pić wino z przyjaciółmi. Ale w rozdartej okrutnym konfliktem etnicznym Bośni nie ma na to miejsca. Po dramatycznych wydarzeniach chłopak zostawia całą rodzinę. Zostaje uchodźcą. Jednak ucieczka do amerykańskiego raju tylko pozornie jest wybawieniem...

Mustafa Nalić jest żołnierzem. Jego rzeczywistość to wszechobecne okrucieństwo, śmierć najbliższych i frontowe koszmary. Losy dwóch młodych mężczyzn zaczynają się ze sobą niebezpiecznie splatać. Jakby należały do jednego człowieka... Kim naprawdę są Ismet i Mustafa?

Przenieśmy się do lat 1992-1995. W tym czasie w Bośni toczyła się przerażająca wojna.
Ismet - młody chłopak, chcący cieszyć się życiem, chcący wykorzystać swoje młodzieńcze lata ucieka do Ameryki z powodu wybuchu wojny. Myśli, że emigrując uda mu się uciec od panującej dramy w jego kraju.
Mustafa - żołnierz, który widział nie jedną zabitą osobę. Mężczyzna, któremu nie jest obca śmierć i ból po stracie bliskich.
Ten wojenny okres był tak okrutny, że dochodziło do ulicznych gwałtów, podpalano całe wsie, a przecież II wojna światowa już dawno się skończyła. Na ulicach było widać szczątki pozabijanych ludzi, krew. Jak w każdej wojnie występowały tortury za donosy i nie tylko.

Strasznie trudno jest pisać recenzję o takiej książce. Nie dlatego, że jest ona o wojnie. Trudno jest pisać, ponieważ mamy świadomość, że to wydarzyło się naprawdę, a cała książka jest pewnego typu autobiografią.
Grupowe mordy i gwałty. Nie można się poświęcić swoim zainteresowaniom tylko w młodym wieku trzeba stanąć i iść walczyć w obronie swojego kraju.
Czytając tę książkę wydaje się nam jakby mówili to trzej mężczyźni. Trzy historie zlewające się w jedną spójną całość, mówioną przez jedną osobę. Trzy historie oznaczające to kim był, kim będzie i kim się nigdy nie stanie.

Odłamki to historia o niekończącej się wojnie. Autor pokazuje nam, że pomimo tego, że II wojna światowa się skończyła to inne będą wybuchały na nowo. Książka ta jest traumatyczną historią dla ludzi o silnych nerwach. Na pewno nie jest to książka dla osób poniżej 15-14 roku życia. Młodsze pokolenie tego nie zrozumie, a wręcz powiem, że zapewne by przy czytaniu tej książki, by się nudziło.
Przejmująca historia wyrażona oczami już dorosłego mężczyzny. Strach, który jest tam wyrażony, jest tak realistyczny, że podczas czytania jesteśmy pełni emocji. Przez nas przedziera się strach, ból, współczucie, smutek...
Teraz wystarczy tylko czekać. Czekać na lepsze jutro w spokoju.

Mam świadomość, że recenzja ta nie należy do długich. Uwierzcie mi, że to co jest zawarte w tej książce jest naprawdę trudne do opisania. Nie łatwo jest posklejać kilku zdań ot tak. Przy pisaniu tej recenzji trzeba się zastanowić jak ułożyć zdania aby wyrażały jedną całość. Polecam tę książkę wszystkim, ale jak już wspomniałam osoby poniżej 15 czy 14 roku życia mogą nie zrozumieć tej historii.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non. 

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Social Media Book TAG


Postanowiłam dzisiaj dla Was napisać taki jeden z luźniejszych postów. Pewnie każdy (lub większość) z Was już wie na czym ten TAG polega więc nie będę przedłużać.

1. Twitter: Twoja ulubiona krótka historia.
Taką historią jest na pewno Oskar i pani Róża Erica-Emmanuela Schmitta. Była to moja lektura w pierwszej lub drugiej klasie gimnazjum i bardzo mi się spodobała. Do dziś ją pamiętam i na pewno do niej jeszcze wrócę :)

2. Facebook: Książka, którą przeczytałeś dlatego, że czułeś presję ze strony innych.
Były to Igrzyska Śmierci. Nawet po tym całym fenomenie z każdej strony widziałam je lub o nich czytałam. W końcu tak się stało, że wzięłam pierwszą część i przeczytałam :)

3. Tumblr: Książka, którą przeczytałeś zanim to było popularne.
Sądzę, że pod tę kategorię mogę podpiąć Pięćdziesiat twarzy Greya. Czytałam ją bodajże dwa lata temu. Niby była popularna, ale nie słyszałam aby spora liczba ludności ją czytała :)

4. Myscape: Książka, której nie pamiętasz czy ci się podobała czy nie.
Przeglądając swoją listę przeczytanych książek, stwierdzam że tą ksiażką będzie..... żart! nie mam takiej ksiażki :)

5. Instagram: Książka tak ładna, że musiałaś zrobić jej zdjęcie.
*wchodzi na swojego instagrama(prywatnego)*
*zjeżdża na sam dół*
*szuka pierwszego zdjęcia książki*
*znalazła*
Złodziejka książek Markusa Zusaka :)

6. YouTube: Książka, której ekranizację chciałabyś zobaczyć.
Hopeless! Hopeless! Hopeless!

7. Goodreads: Książka, którą poleciłabyś wszystkim.
Hobbit Tolkiena :)

To by było na tyle. Moi nominowani to:
Natthing
My Secret
Krystian Furga
oraz wszystkie osoby, które mają ochotę na zrobienie tego TAG'u :)
Czekam na linki do wykonanego zadania :)

wtorek, 14 kwietnia 2015

Pułapka uczuć

Tytuł: Pułapka uczuć
Autor: Colleen Hoover
Cykl: Pułapka uczuc (tom #1)
Stron:320
Wydawnictwo: W.A.B
Ocena: 6/6

Layken skończyła niedawno osiemnaście lat. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej niespodziewanie straciła ojca. Wraz z kochającą matką i młodszym bratem postanawiają zostawić za sobą przeszłość w Teksasie, by rozpocząć nowe życie w Michigan. Sprzedają dom, pakują rodzinne pamiątki i wyruszają na północ. Każde z nich z innymi obawami i planami na dalszą przyszłość. Zarówno Lake, jak i Kel nie chcą porzucać szkoły, przyjaciół, wspomnień związanych z ulubionymi miejscami. Boją się tego, co ich czeka prawie dwa tysiące kilometrów od domu. Prawdziwego domu. Julia też się martwi. Mimo to stara się dodać otuchy swoim dzieciom i wesprzeć ich w najtrudniejszych chwilach.
Po przyjeździe na miejsce okazuje się, że już pierwszy kontakt z sąsiedztwem z naprzeciwka zwiastuje poważne zmiany w rodzinnych relacjach. A to dopiero początek niezwykle emocjonalnej, momentami przezabawnej historii losów dwóch rodzin Cohen i Cooperów, w której nikt nie zdaje sobie sprawy, jak ich członkowie staną się sobie bliscy w obliczu śmiertelnej choroby i codziennych problemów.



Jest to moja druga książka pani Hoover. Pierwszą z nich było oczywiście Hopeless. Już po pierwszej książce spodobał mi się sposób pisania tej autorki. To jak układa zdania, które tworzą niesamowite historie jest tak cudowne, że naprawdę jest mi trudno pisać tę recenzję.
Chciałam Wam trochę streścić tę historię, jednak opis tej książki zrobił to za mnie.
Jednego nie rozumiem w pani Hoover, jak i w jej twórczości. Jak ona to robi, że przy każdej jej książce lecą mi łzy. Wiele razy już wspominałam, że nie płaczę ani na książkach, ani na filmach, a u tej autorki to łzy same się cisnął do wypłynięcia z oczu.

Początek mojej recenzji może nie jest najlepszy, ale spróbuję zacząć jeszcze raz.

Layken po śmierci ojca przechodzi pięciostopniowe stadium żałobne. Następnie wraz z matką i bratem przeprowadza się Michigan. Jeszcze tego samego dnia, w którym przyjechała poznaje nowego sąsiada z naprzeciwka - Will'a. Przystojnego, dwudziestojednoletniego Will'a, który ma brata Clauder'a. Zaczynają się spotykać, idą na randkę w ulubione miejszce Will'a i dochodzi między nimi do pocałunku. Ona sądzi, że on jest na studiach i mieszka z rodzicami. On uważa, że ona skończyła już szkołę, ponieważ ma osiemnaście lat. Oboje się mylą. To, czego się o sobie dowiadują łamie im serca, ale również nie pozwala im normalnie funkcjonować.
Pułapka uczuć jest to książka, która w żadnym stopniu nie jest podobna do Hopeless. Na początku, poznając tę historię myślałam ''podróba pewnego wątku z Pretty Little Liars'', jednak po wczytaniu się w dalszą część tego dzieła stwierdziłam, że pomimo iż jest tutaj podobny wątek, to i tak Colleen Hoover przedstawiła go w inny sposób.
Historia przedstawiona w tej książce jest bardzo życiowa. Chociaż ten wątek, którego nie chcę powiedzieć jest mało prawdopodobny. Jak już wspominałam na początku, u mnie naprawdę jest trudno wywołać płacz, natomiast Colleen Hoover doprowadziła do tego, że już dwa razy płakałam czytając jej książkę. Ona potrafi u mnie wywołać wszystkie emocje. Zaczynając od śmiechu, przechodząc w płacz, kończąc na nienawiści.
Jest to książka o trudnej miłości, jak i o trudnym życiu przeciętnej osiemnastolatki, która dodatkowo stara się być jak najlepszą córką i siostrą. Pomimo wielu wybuchów złości potrafi zrozumieć gdzie popełniła błąd.
To właśnie jej życie nazywa się trudnym, a nie wielu nastolatek, którym rodzice nie chcą kupić lakieru do paznokci.
To dzięki Colleen Hoover zrozumiałam jak ciężko mogą mieć inni, którzy są w moim wieku. Jak wielu rzeczy nie zauważamy, ponieważ często nie znamy historii jaka się toczy w życiu danej osoby. Książki pani Hoover są niczym książki John'a Green'a, tylko takie bardziej dla dziewczyn.

Reasumując: Książka opisywana powyżej jest idealnym romansem z wątkiem realistycznym. Nie jest to kolejna wyimaginowana historia, która może się wydarzyć tylko i wyłącznie w książkach. To co jest opisane tutaj może również wystąpić w naszym realnym życiu. Jest to życiowy romans dla dziewczyn wrażliwych, uwielbiających takiego typu książki. Jeśli jesteś chłopakiem i też lubisz czytać romanse, to Tobie również polecam tę książkę. Warto. Na prawdę warto przeczytać tę książkę.

Obserwatorzy